Warszawski sen

Warszawa budzi w ludziach przeróżne emocje, szczególnie te skrajne: albo się ją kocha albo nienawidzi. Pośrednich stanów emocjonalnych nie spotkałam.

Osobiście do Warszawy mam nieobiektywny stosunek, chociażby z racji urodzenia się w niej.  Dla mnie to nie jest tylko stolica, siedziba władz państwowych. Dla mnie to przede wszystkim moje miasto, które przyprawia mnie czasem o szybsze bicie serca. Lubię ją, choć moja sympatia niejednokrotnie bywa poddawana próbie a nawet zdarzają się kryzysy. Nie żadna Warszafka, Wawka ani tym bardziej Słoikowo. Istnieje tylko Warszawa i Praga:)

Internet aż huczy i buzuje niczym wulkan na Sycylii od opowieści na temat Warszawiaków, szczególnie tych, którzy mogą poszczycić się przodkami mieszkającymi tutaj od co najmniej czterech i więcej pokoleń. Cóż ja się mogę wylegitymować tylko powojennym rodowodem rodzinnym stołecznie związanym i może dlatego nie dostrzegam chamstwa, „wywyższania się” i zarozumialstwa Warszawiaków. Myślę, że wszystkie tego typu opowieści to kalumnie wymyślone przez osoby, które mają jakiś żal do tego miasta i to zazwyczaj nieuzasadniony. Po prostu miejska legenda jakich wiele.

Przyjaźnię się z osobami, które całe życie wraz ze swoimi dziadkami mieszkają w obrębie aglomeracji warszawskiej jak i z tymi, które przybyły do miasta kilka czy kilkanaście lat temu. Nikt z nich nie afiszował się swoim pochodzeniem, bo to nie ma znaczenia w relacjach. Każde miejsce zamieszkania wymaga pewnej aklimatyzacji i to tylko i wyłącznie od nas zależy jak szybko się do niego przyzwyczaimy.

Może drażnić panujący na stołecznych ulicach pośpiech. Ludzie na przystankach biegnący na tramwaj, autobus albo do metra. W komunikacji miejskiej czytacze literatury z każdej półki, którzy pragną ukraść trochę czasu dla siebie albo gaduły telefoniczne opowiadające do słuchawki swoje perypetie. W anonimowej dżungli niepytani o zgodę bywamy słuchaczami cudzych historii albo na odwrót to my rozdzielamy role w tym ulicznym teatrze.

contrastCóż życie… dla tych co przyjechali tutaj robić karierę to niekiedy przeklęta ziemia obiecana. Dla innych po prostu miejsce, gdzie przyszli na świat i są. Moja Warszawa jest pełna kontrastów. Stare miesza się z nowym. Czasem rażą takie połączenia, czasem taka egzotyka pasuje albo w pewnym momencie wtapia się w tkankę miejska tak, że staje się jej nieodzownym elementem. Jak to chociażby było z palmą na skrzyżowaniu al. Jerozolimskich i Nowego Światu. Umawiając się ze znajomymi nikt nie wymienia nazwy przystanku czy pobliskiego ronda, pada spotkajmy się przy palmie.

Warszawa ma w sobie ogromny potencjał. Nie bez przyczyny w okresie Dwudziestolecia Międzywojennego była nazywana Paryżem Wschodu.Jeśli dobrze się przyjrzeć ocalałym kamienicom w Śródmieściu (choćby tym między Marszałkowską od pl. Unii Lubelskiej do Ogrodu Saskiego, Wilczą, Hożą, pl. Piłsudskiego czy po reprezentacyjnym Trakcie Królewskim (Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Al. Ujazdowskie) odnajdziemy ślady dawnej świetności i piękna.  Oczywiście w pobliżu były też dzielnice w pobliżu, gdzie lepiej nieznajomemu było się nie zapuszczać jak choćby osławiona ul. Krochmalna. Ciekawostką mogą się okazać tereny wokół Pałacu Kultury i Nauki, które wówczas stanowiły siatkę gęsto zabudowanych ulic. Tak czy inaczej współczesna warszawa nie może się równać z tą sprzed 1939 roku. Podobieństw można się doszukiwać nie tylko w architekturze. Na uwagę zasługuje wiele przedwojennych lokali jak chociażby kawiarnie, restauracje czy kabarety. Ale czym byłyby te wszystkie miejsca bez ludzi, którzy w nich przebywali?

Bycie Warszawiakiem to nie akt urodzenia dostępny w archiwum miasta stołecznego, to wspólnota emocjonalna z przestrzenią, poczucie odpowiedzialności za swoje miasto jakim jest Warszawa. Nie ważne czy mieszkasz tu na stałe czy to tylko twój przystanek w drodze do marzeń, możesz się w niej zakochać od pierwszego wejrzenia albo odrzucić jak zdradzoną kochankę. Wybór należy do ciebie. Tu nie ma prawa wyłączności.

Reklamy

5 thoughts on “Warszawski sen

  1. Ja właśnie jestem tą osobą – tą, która ani nie kicha ani nie nienawidzi Warszawy. Jest minioną po prostu obojętna, choć ja lubię i milo wspominam. Nie ma jednak w sobie nic nadzwyczajnego… jest dla mnie jak każde duże miasto,w którym tak jak napisałaś – widać pośpiech ludzi. Jak wszystkich innych w dużych miastach…

    http://www.xavilove.blogspot.de

    Polubienie

  2. Jak to czytałam, to przypomniał mi się mój znajomy, chodziliśmy razem na angielski do SzJO UW. Było to gdzieś pod koniec października, własnie zaczynali na Krakowskim rozpinać iluminację świąteczną. A od razu napisze, ja urodziłam się w obrębie 2,5 mln aglomeracji warszawskiej, z samej Warszawy nie jestem, no ale jednej z tych miejscowości przyściennych, że po jednej stronie ulicy jest moje miasto, a po drugiej już Warszawa, znajomy zaś (kiedy sytuacja miała miejsce) był na 1. roku studiów, własnie je rozpoczynał i był niecały miesiąc w stolicy, a pochodził ze ściany wschodniej Polski. No i w każdym razie, wychodzimy na Krakowskie, ja od razu zachwycona bo widzę co panowie robią i ciesze się jak dziecko na te piękne świecidełka na zimę i jestem uradowana, mówię, jak fajnie, że już to robią, bo milej itd. Na co znajomy, nawet nie wiem dlaczego, wypala, że po co oni to robią, nie mają co robić, że nienormalni są, że pieniądze marnują, że jemu się to nie podoba, że on to tamto, śmamto, owamto i generalnie to gó*no oni wiedzę i nie potrzebne to jest. Wyszło na to, że on jako Warszawiak pełną gęba, to nie chce, aby jego miasto takie było i że nie powinno tak być.
    Facet niecały miesiąc mieszka w stolicy, a uważa się Warszawiaka od nie wiadomo jak długo, narzeka na administrację publiczną, wypomina im i ma jakieś pretensje. Przybył do Warszawy i jakby nie patrzeć w jakiś sposób jest gościem, nie mówię, że ma każdemu dziękować, bo może tu być, ale bez żartów, nie jest tym co płaci tu podatki czy zostawił w innej formie mnóstwo kasy tutaj. Jest coś takiego, że wszelkiej maści przyjezdni pod dwóch dniach mieszkania już wczuwają się w rolę tych, co mieszkają do dawna i chcą im dorównać narzekając na stan dróg, opóźnienia autobusów, wydawanie miejskich pieniędzy. Zauważyłam, że właśnie Ci jak ten mój znajomy najgłośniej krzyczą wydaje mi się, że głównie po to, aby pokazać kim to oni nie są i jak to oni wiedzą najwięcej. To taka moja obserwacja, że Ci co od lat tutaj mieszkają i poruszają się po mieście mają znacznie lepsze zdanie np. o komunikacji niż Ci co przyjeżdżają i tak są niezadowoleni z tramwajów, chociaż w miejscu z którego się wyrwali był tylko przystanek PKS.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s