Internetowy podryw

Internetowe serwisy randkowe to wspaniałe miejsce, gdzie każdy może spróbować swojego szczęścia w poszukiwaniu tej jedynej połówki jabłka, pomarańczy czy złamanego serca bądź wypróbować techniki podrywu nie wymagające użycia zbyt wielu słów albo nawet wcale. Kim jest przeciętny użytkownik?

Otóż najczęściej pan idealny umieszcza tam swoje foto pod nickiem w stylu supergościa najlepiej z jakiejś suto zakrapianej imprezy w towarzystwie niemniej gorących lasek jak on, którym przypadkiem w paincie albo innym photoshopie usunął z twarzy to i owo albo sam pręży się nad basenem w jakimś hotelu w Egipcie pokazując swoje bicepsy sprzed 5 lat. Czasem nawet taki zechce się wysilić i poświęcić swój drogocenny czas na wypełnienie rubryk w formularzu. Najczęściej są to przeintelektualizowane wersety w rubryce zawierającej „kilka słów o mnie” brzmiące następująco:

  • Jestem normalnym facetem.
  • Dziewczyny piszcie bo warto!
  • Sama zapytaj.
  • Jestem sobą.
  • Jestem jaki jestem.

Z pewnością warto zgłosić się do tych panów, skoro tak bezpośrednio definiują siebie i to jacy są. W końcu to lepiej brzmi niż „jestem szalony” a tą deklaracją oznajmiają, że szukają po prostu skutecznej terapii na oddziale zamkniętym w ośrodku psychiatrycznym.

Z kolejnego pola pod tytułem „zainteresowania” możemy dowiedzieć się, że nasz kandydat ma tak wszechstronne zainteresowania, że przy nim Leonardo da Vinci to zwyczajny nieuk. A mianowicie interesuje się filmem, literaturą, sztuką (och jaki kulturalny) no i oczywiście sportem, motoryzacją.  Niektórzy też jako hobby dodają kobiety, siłownię.

W rubryce „lubię” możemy poznać indywidualnie skomponowane menu, aby wiedzieć czym naszego pana idealnego karmić i poić, więc drogie panie nie musicie już kombinować jakie to wyrafinowane wymyślać danie. Zazwyczaj wystarczy golonka z grilla i krata browara. Widzicie jacy mężczyźni są nieskomplikowani.

Dział zawierający informacje na temat wyglądu z pewnością zaintryguje nie jedną użytkowniczkę internetowych randek. Bo randkachoć zdarza się, że nasz wymarzony nie pokazuje swojego oblicza w sieci, to gorąco zapewnia, że jest przystojniakiem i umawiając się z nim na pewno będzie zachwycona i nie zawiedziesz się. O z pewnością będzie zaintrygowana, kiedy na spotkanie nie przyjdzie przypominający Brada Pitta czy innego Johnny`ego Deppa przystojniak.

Z resztą moje panie, przecież wygląd nie jest najważniejszy. Liczy się wnętrze! a nasz ideał ma je bardzo bogate, więc można mu wybaczyć, że nie pamięta o prysznicu, mydle, maszynce do golenia i jeszcze pralka się popsuła a do pralni to za daleko no i za drogo. Widzicie same jak dba troskliwie o dobro naszej planety, aby nie marnować nie potrzebnie wody na jakieś kąpiele czy pranie.

W części dotyczącej wymagań odnośnie swojego partnera możemy przeczytać, że poszukują kobiety seksownej, kobiecej, zadbanej, czułej, troskliwej i oczywiście z „tym czymś”. Niektórzy też dodają, aby była bogata, miała własne mieszkanie i samochód, dobrze płatną pracę. Chociaż oni też są w większości kreatywnymi przedsiębiorcami i mają wysokie dochody w swoich firmach „krzak”.  A i bym zapomniała, idealna kandydatka powinna nie mieć żadnego bagażu życiowego. Najlepiej oczywiście, abyś była dziewicą, ale o tym nie każdemu wystarcza odwagi, by to napisać wprost.

Szanowne Panie, jeśli spośród niezliczonego grona idealnych kandydatów  zdecydujecie się, z którymś nawiązać współpracę na stanowisku mój chłopak z perspektywą awansu na mój przyszły mąż, to zachęcam was gorąco do skorzystania z któregoś z serwisów randkowych. Chciałabym podkreślić, że w internetowych przestworzach czeka na was odpowiedzialny, szczery i pełen zaangażowania mężczyzna, który z przyjemnością wykona pracę na rzecz uszczęśliwienia was i już nigdy nie zaloguje się w żadnym innym serwisie randkowym, pozostając wam wiernym. Życzę wam obopólnej satysfakcji w tychże jakże ambitnych działaniach.

Reklamy

4 thoughts on “Internetowy podryw

  1. ”A i bym zapomniała, idealna kandydatka powinna nie mieć żadnego bagażu życiowego. Najlepiej oczywiście, abyś była dziewicą, ale o tym nie każdemu wystarcza odwagi, by to napisać wprost.” -> haha! Trafione w sedno. Jeszcze bym dodała: dziewica – która zna całą kamasutrę 🙂 kiedyś próbowałam internetowych randek.. ale niestety fakt jest taki, że mało tam wartościowych ludzi 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Stwierdzenie „Jestem jaki jestem” wcale nie jest banalne. Wyznacza zakres świadomości o sobie. Jestem jaki jestem, znaczy: wiem, jaki jestem i mogę napisać, że jestem taki, jaki jestem, czyli inny być nie mogę, gdyż jaki jestem wyznacza „jestestwo”, które poznałem. Oczywiście nie jest łatwo poznać samego siebie. To wymaga lat pracy ze sobą, przy sobie i nad sobą. Zaryzykował bym stwierdzenie, że niewielu ludzi siebie zna, chociaż wielu sądzi, że zna siebie niewątpliwie dobrze. Każdy, zdaje się prawie każdy człowiek w myśleniu o sobie, wyłączając wielce interesujące przypadki uważa się za osobę jeśli nie dobrą to przecież nie złą. „Nie jestem zły, może błądzę, jestem tylko zdrowym egoistą, to naturalne dbać o swój interes.” Także Hitler i Idi Amin, a także Pinochet, jak również Pius XII stając przed lustrem nie sądzili o sobie tak, jak my sądzimy o nich. Przecież nie oglądali swojej twarzy i z uśmiechem Jockera nie mówili do siebie. „Takiego skurw… to jeszcze na Ziemi nie było.” Uważali się nie tylko za dobrych, ale za rycerzy lepszej sprawy, niemalże sprawy bożej. Warto to mieć na uwadze, ale większość z nich faktycznie uważała się za pomazańców niebios, czyli tych, którzy jak mniej więcej Wielki Inkwizytor z „Braci Karamazow” z bólem w sercu brali na siebie niezwykle ciężki i bolesny obowiązek uwolnienia planety od bolesnej prawdy o naturze ludzkiej, ale także plemienia żmijowego, heretyków, libertynów, komunistów, faszystów (tu można właściwie wpisać, co się chcę w zależności jakie słońce oświetla objawiony raj.) Oczywiście przyświecała im idea świata bez cieni, który tak świetnie wyśmiewa Woland pouczając Mateusza Lewitę, „Nawet moja szpada rzuca cień” i określa posłańca światła jako głupca. Robi to, oczywiście, pochopnie uciekając się do zalatującej Heglem zasady, że naszą tożsamość określa przeciwieństwo, zasady, jaką również uznawał naprawdę znakomity filozof Marks – dziś niedoceniony. No, tak, miało być o gwiazdach w internecie, a jest o świniach, ale może jest to właściwie dość adekwatne? Żyjemy teoretycznie w momencie gwałtownych przemian, cyfryizacji, multimedialności i wizualizacji kultury. Sieć jako wielka biblioteka Babel i sposób na komunikację stała się częścią cywilizacji wiedzy. Tym samym stała się przestrzenią komunikacyjną, być może forpocztą świata fantomowego i wirtualnego opisywanego przez znakomitego Lema i jeszcze znakomitszego Dicka w powieściach sf. Jesteśmy na początku drogi, których zakrętów nie śmiał bym zgadywać. Każdy chce pokazać się od najlepszej strony i chociaż rzadko w sieci spotkać fantastów kreujących się na osoby o 10 lat młodsze, niewątpliwie możliwość kreacji jest nieprawdopodobna w wirtualnym świecie. Moralność społeczeństw zmienia się wraz z nabywaniem wiedzy z dziedzin takich jak antropologia, medycyna, psychologia i nauk szczegółowych ukazujących najbardziej prawdopodobne nasze miejsce w świecie. Ale obecnie pojawia się coś nowego: można wykreować swój wizerunek i na tym – chyba pozornie – skorzystać. Pytanie, tylko po co? Przecież każda ciekawa osoba zareaguję dysonansem poznawczym w przypadku zbytnio daleko idących konfabulacji i sprawa skończy się niepowodzeniem w rozumieniu tych, których zajmuje przerabianie lekcji anatomii i rozmnażania. W sumie ich rozumiem, można mieć do późnego wieku sentyment do pewnych przedmiotów. Problem zaczyna się tam, gdzie wolimy wirtualnego „awatara” od nas samych i siebie nie znamy i nie rozumiemy. Wtedy każdy – nawet średni manipulant zakręci tym, czego w sobie nie znamy, a człowiek poprzez ciało, gesty, mimikę, jak również tembr głosu, a nawet dłuższą pauzę po jakimś słowie pokazuje to, czego świadomie o sobie nie chce wiedzieć. Każda rzecz rzuca cień, poznanie jego mogą wieszczyć niepokojące sny, w których z kimś rozmawiamy, ale nie możemy sobie przypomnieć twarzy, czy jesteśmy śniąc w jakimś ciemnym miejscu, gdy jak to się mówi nie widzimy dłoni na wyciągnięcie ręki. Nie można poznać siebie samego nie poznając swojego cienia, to zresztą obowiązek moralny, by ustrzec się projekcji i swoistego polowania na czarownice. Nadmierne oburzenie, czy domaganie się kary głównej to efekt takiego „przeniesienia” własnych, morderczych instynktów na grupę, czy łatwego kozła ofiarnego. Nie bardziej zwierzęcego niż lekkie serce, by sparafrazować poetkę i noblistkę z kraju, gdzie przede wszystkim się zazdrości i kwitnie resentyment. Ucieczka przed sobą w wykreowaną postać może oczywiście być rozpaczą, reakcją na odrzucenie lub po prostu infantylizmem. Może być związana z antysocjalnym charakterem osoby, czy jakąś formą psychozy. Warto poznać siebie samego, również swój mrok, aby nigdy nie mżył szarym pyłem lustra nas samych.

    Polubienie

  3. Nie korzystam z takich serwisów i portali, ale drogie Panie odnosząc się tylko do waszych potrzeb w prawdziwym życiu nie tym wirtualnym – większość z was poszukuje księcia na białym koniu, który będzie szarmancki, troskliwy, taki, który was przytuli, pocałuje, pogłaszcze, obejrzy z wami romantyczną komedię, wysłucha, ale jednocześnie będzie męski oraz pewny siebie, stanie w waszej obronie i będzie konkurował o wasze serce.
    Kupcie sobie psiaka.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s